Pobudka 6.15, cholerny budzik zdecydowanie nie litościwy. Cóż nie ma lekko, wstawać trzeba. Po porannej toalecie powędrowałam do kuchni aby przygotować sobie kawę. Wiadomo „kawa z rana jak śmietana”. Kawa, kawiszon, kawusia … diabelskie espresso czy łagodne cappuccino, spienione latte – do wyboru do koloru. Ja osobiście wybieram cafe latte, ale tym razem spieniłam się bardziej niż mleko.
Czytaj dalej